
Vuko Vaeltaja
samotny wędrowiec bez określonej narodowości, na fińskich papierach;
syn Norweżki i Finlandczyka, wychowywany to tu, to tam, to jeszcze gdzieś indziej;
zadeklarowanie biseksualny;
najstarszy z czwórki synów;
przypadkowy poligota;
przypadkowy poligota;
niedoszły ksiądz.
Vuko to jedna z tych osobistości, które można opisać w kilku zdaniach, a jednocześnie wyprodukować wielostronicowy esej na ten sam temat. Jednak, w tym wypadku najprościej zacząć od samego początku.
Urodził się jako Vuko Drakkeinen w Rennes na północy Francji, podczas jednej z wielu podróży jego rodziców. To byli ludzie, którzy nie potrafili usiedzieć zbyt długo w jednym miejscu, więc albo trwała ich kolejna podróż, albo mieli w planach przeprowadzkę. Żadne z dzieci nie zatrzymało ich na miejscu na dłużej, niż trzy, cztery lata. Za pierwszym razem Vuko nie zrozumiał, dlaczego zabierają się tak dużo rzeczy, jadąc gdzieś. Po prostu zasnął w samochodzie, by obudzić się w zupełnie obcym miejscu, gdzie mowa nie przypominała ani francuskiego, ani norweskiego, ani fińskiego, którymi porozumiewał się w dość ciężki do zrozumienia sposób - przeplatając słówka między sobą, okazjonalnie wtrącając coś po angielsku, bo rodzice usilnie próbowali ujednolicić jego mowę. Dopiero jak dorósł, zaczął powoli rozróżniać, po jakiemu sam mówi i rozgraniczać języki, chociaż była to mozolna droga.
Nigdy nie miał specjalnie dobrych przyjaciół. Ot, nie zależało mu na doskonałych relacjach ze światem, gdy wciąż był świadom, że zaraz może się dowiedzieć o przeprowadzce na drugi koniec świata i nic na to nie poradzi. Nie mieli prawie żadnych mebli, wynajmowali mieszkania z wyposażeniem, a i własnych rzeczy mieli ograniczoną ilość. Wszystko po to, by wygodnie transportować i szybko się pakować. Nie dawał swojego nowego adresu nikomu, bo i go nie znał. O tym, do jakiego kraju jadą, dowiadywał się dopiero z biletu, który dostawał do ręki na lotnisku.
Poza przeprowadzkami zwiedził sporo świata podróżami, bo rodzice skrzętnie wykorzystywali miesiące wakacji, nie wracając do domu nawet na moment. Nie czuł, jakby miał gdziekolwiek własny dom, nawet wtedy, gdy szedł na studia i dostał własnościowe mieszkanie w Oslo.
Fakt, że jest biseksualny, dotarł do niego gdzieś pod koniec gimnazjum i początkowo ukrywał to, uważając za nieszkodliwą przypadłość - w końcu dziewczyny również mu się podobały, więc można było to stłumić, prawda? Niestety, w późniejszym czasie okazało się to nie takie łatwe, więc przestał to ukrywać. Ba, nawet rodzicom się do tego przyznał, mimo iż byli oni mocno wierzącymi katolikami i tak też go wychowywali. O dziwo, zaakceptowali to, pod warunkiem, że syn dalej będzie podążał wybraną przez nich ścieżką - zostanie księdzem. Nie miał nic przeciwko temu i tak osiadł w Oslo, na studiach teologicznych.
Właściwie, to nie wiadomo, dlaczego je rzucił, po ledwie dwóch latach. Nigdy nikomu tego nie zdradził, chociaż jedni twierdzili, że była to wina jakiejś kobiety, inni, że mężczyzny. Wtedy też rodzina go wydziedziczyła, uznając, że splamił nazwisko. Kulturalnie zmienił je, wynajął mieszkanie studentowi i wyjechał do Rennes, gdzie zaczął kolejne studia - dla odmiany, medyczne. Na nich też nie utrzymał się długo, bo po trzecim roku rzucił wszystko w cholerę i ruszył w świat, będąc w jednej, ciągłej podróży. Na piechotę, pociągami, byle tanio i daleko zajść. Okazjonalnie chwytał się jakiejś pracy, zostając przez to na nieco dłużej gdzieś, ale zaraz potem znów był w ruchu.
I dopiero niedawno otrzymał telefon od chłopaczka, któremu wynajmuje mieszkanie. Że dostał list, wygląda na to, że z jakiejś kancelarii. Poważnie wygląda, a on otwierać nie chce. A więc przybył do Oslo, gdzie dowiedział się o śmierci dziadka i że ma stawić się na otwarciu testamentu. Udało mu się zdążyć na wyznaczony termin do Ivalo, na północy Finlandii, i nasłuchać się, jak dziadek w swojej ostatniej woli wyrzuca jego rodzicom wyrzucenie Vuko z rodziny, po czym ustanawia go dziedzicem całego swojego majątku. W tym także domu na najdalszym brzegu Murine Town, gdzie mieszkał w czasie wojny. Uznał, że może być to dobry powód, by w końcu zostać w jednym miejscu, a nie latać po świecie to tu, to tam, i sprowadził się tu. Wprawdzie okazało się, że tylko jeden pokój nadaje się to zamieszkania, a reszta to rudera, i tak jest zadowolony. A pieniądze ze spadku idealnie pokryją wydatki na remont.
Then you'll find your way,
Out of the dark to the other side of shroud,
Away from the shroud of mystery,
Away from the shroud of mist
Jednak, cała ta opowieść nie mówi prawie nic o charakterze Vuko. Jednak, jak on sam uważa, w tym temacie nie ma wiele do powiedzenia. Jest człowiekiem spokojnym, zwyczajnym, który co prawda często przeklina, ale w myślach... Mimo wszystko wciąż wierzący, ale nie uważa, by jego orientacja była grzechem, nawet gdyby miał być z facetem. Liczy się miłość... O ile kiedykolwiek nastąpi ta prawdziwa, w którą, prawdę mówiąc, sam nie wierzy. Ciężko mu usiedzieć w jednym miejscu, ciągnie go do obcych miejsc i nowych ludzi, ba! on wręcz boi się, że nie potrafi się do nikogo ani niczego przywiązać. Że jest jak jakiś ptak, który może ciągle lecieć, nie wracając do gniazda nawet na chwilę. A co ciekawe, wcale go taki stan rzeczy nie cieszy, przynajmniej w tej chwili. Dlatego, chciałby kogoś mieć. Może niekoniecznie człowieka, ale na przykład psa. To już go ogranicza w przemieszczaniu się. Poza tym, nie umie pocieszać. No po prostu nie umie, nie wie co powinien zrobić w chwili, gdy komuś z jego okolicy coś się dzieje. Brak mu doświadczenia na własnym przypadku.
Właściwie to jedyne, co jest w nim w jakiś sposób wyjątkowe, a jednocześnie równie boleśnie przeciętne, są oczy. Szare, całkowicie szare, niezależnie od sytuacji, szare. Właściwie to jasnoszare, tak, że czasem go podejrzewano o bycie ślepym, ale nie. Jedynie jest nieco bardziej wrażliwy na mocne światło... I nienawidzi wysokich temperatur, chociaż to akurat już nie jest związane z oczami. Wręcz przeciwnie, jest zimnolubny, uwielbia śnieg i tak naprawdę, mógłby się nie ruszać z koła podbiegunowego. Ale Anglia też nie jest taka zła.

Inne:
- pracuje jako korepetytor z języków, jak skończy remont ma nadzieję na pracę w szkole językowej;
- poza językami, które zna “od zawsze” zna jeszcze m.in. hiszpański, włoski i niemiecki;
- jego przybrane nazwisko można przetłumaczyć jako wędrowiec, jego imię zaś znaczy wilk;
- jeśli komuś ewidentnie nie ufa, przedstawia się jako Ulf;
- na chwilę obecną zapuszcza włosy;
- nadmiar nerwów na obu rodzajach studiów spowodował u niego astmę, więc zdarzają mu się ataki niemile brzmącego, acz niegroźnego kaszlu;
- świetnie gotuje;
- dba o zdrowie, ale nie robi nikomu wykładów na ten temat. Chyba, że zachodzi taka konieczność;
- teoretycznie, miał być chirurgiem;
[Serdecznie się witamy razem z Vuko. Na wątki, powiązania, wszystko, jak najbardziej chętni, a w szczególności, jak pokręcone, zawiłe, i dramatyczne. Zaczynamy, wymyślamy, różnie bywa, zależnie od weny, ale nic nie stoi na drodze, by zapytać. Cytat z tytułu pochodzi z tej samej piosenki, co znajduje się w karcie - Hide your Riches zespołu Korpiklaani.]