My girl, my girl Don't lie to me Drodzy państwo, witamy w dwudziestym pierwszym wieku... - w rozciągłości czasowej, gdzie kroczymy po ulicach z sercem na dłoni, między tłumem ludzi, którzy bacznie się mu przyglądają, a następnie ujmują w plugawe dłonie. Przemyka z ręki do ręki, stopniowo zmieniając swój kształt. Ściskane, zgniatane, ozdobione odciskami miliarda linii papilarnych. Upuszczone, zdeptane, a nawet skopane. Wraca do właściciela, bo swoją formą nie przypomina organu budzącego szacunek, jest w opłakanym stanie, wyśmiewane, wyzywane od bezużytecznych, serce, które dla tego samego tłumu nagle przestało nim być. Leży w centrum zebranych, na zimnej ulicy o wyglądzie padliny, już nie oblegane.
RITA APPLEBY
Na zewnątrz dziewczyna zła, wredna, chamska,
nie dająca się kochać.. a w środku miała serduszko
z lukru tylko ze strachu przed odrzuceniem otoczyła je drutem
kolczastym aby nikt więcej jej nie zranił.
Otacza mnie tandeta. Tandeta, która mówi o sobie, jako o czymś, co piękne i beztroskie. Tandeta, która nigdy piękna nie dozna, a z beztroskością dzielą ją kilometry, których nigdy nie przebędzie. Bo utkwiła w swoim pojęciu tych dwóch bliskich sobie cech, a ono nigdy się nie zmieni; ten człowiek się nie zmieni. Osoba próżna pozostanie w swej dumie, a sama duma będzie dla niej standardem, komplementarnym do powietrza tlenem; nigdy nie spojrzy na nią, jak na coś nieodpowiedniego, bo nie patrzy moimi oczami. Oczami wielu. Patrzy swoimi i widzi je, jako rzecz nieszkodliwą, tak jak ja swoje czyny. Jakie by nie były są mi potrzebne do zaspokojenia swoich dziennych oczekiwań. One muszą być. Ja dzięki nim istnieję. Moje uosobienie, to, jak na mnie patrzysz, to wszystko zawdzięczam temu, co robię z dnia na dzień. Opinia społeczeństwa jest nieunikniona, jest bezwzględna. Każdy patrzy na świat inaczej. Tak powstają konflikty, tak powstają wojny, a rozejmy wcale nie świadczą o zmiennym punkcie widzenia. To wszystko dzieje się dla czystego spokoju, bo my, ludzie nie zmieniamy się z dnia na dzień, to, co czytamy w książkach, widzimy w telewizji, bzdurne filmy o przemianach licealnych koszmarów w grzeczne dziewczyny są wyimaginowanym tworem reżysera, mającym… cóż, są na pewno stworzone po to, by widz spojrzał na parę spraw z zupełnie innej perspektywy. Uważam to za zwykłe mydlenie oczu, oszukiwanie człowieka. Bo świat wygląda inaczej, nikt nie jest idealny, wszyscy się o coś obwiniamy, kochamy się i nienawidzimy. To popieprzone, lecz ludzkie. Tak ma to wszystko wyglądać.
Więc po co wszyscy staramy się zmienić? Po co do cholery? To irytujące.
To dobrze.
To dobrze.
Mam taka szczególną chęć wykrzyczenia Tobie i całemu światu,
że wszystko jest nie tak. że przerwy między budynkami
są zbyt małe i nie widać nieba. że kwiaty pachną spalinami.
motyle też nie mają gdzie latać, a ja przecież przestrzeni
w brzuchu już im nie udostepnie. rozumiesz?
Zamieszkałam w Murine
Town na pewien okres czasu.
Konkretnie w małym mieszkaniu, w bocznych uliczkach miasta.
Konkretnie w małym mieszkaniu, w bocznych uliczkach miasta.
Pracuję na zmywaku w
restauracji Wenecja.
W mieszkaniu piszę powieść.
Mam 22 lata.
W mieszkaniu piszę powieść.
Mam 22 lata.
[ Od autorki na szybko: Na zdjęciach modelka Ashley Smith. Tytuł pochodzi z piosenki Nirvany 'My girl'. Bardzo proszę o rozpoczęcie wątku, to mi ułatwia sprawę. Nie chciałam dużo pisać o Ricie, wolałam skupić się na jej rozwodzeniach, byście mogli z tego wywnioskować jaka jest - z resztą wszystko przyjdzie w wątkach, do których zapraszam. Liczę na to, że dobrze mnie tu przyjmiecie. :)
Edit: Karta ulegnie zmianie, gdyż w obecna wersja już mi się nie podoba.
Opowiem za to historię Rity (a to wszystko, gdy natchnie mnie wena).]
Edit: Karta ulegnie zmianie, gdyż w obecna wersja już mi się nie podoba.
Opowiem za to historię Rity (a to wszystko, gdy natchnie mnie wena).]
